Wybrane orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu

Orzeczeń dotyczących złego traktowania dzieci  rozpatrywanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie jest tak dużo jak by się mogło wydawać. Zajmę się kilkoma moim zdaniem najciekawszymi.

Europejski Trybunał Praw Człowieka kilkakrotnie przy rozpatrywaniu różnych spraw wypowiadał się, co znaczy w świetle artykułu 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności poniżające traktowanie. Tak więc według ETPCZ traktowanie jest poniżające, gdy powoduje poczucie strachu i poniżenia prowadzące do upodlenia mogącego doprowadzić do załamania fizycznego i psychicznego. W innym orzeczeniu podkreśla, że w rozumieniu art. 3 poniżające traktowanie jest takim zachowaniem, które „ciężko poniża”, powodując jednak lżejsze cierpienia niż tortura. Według ETPCZ [1] poniżające traktowanie musi tak wpływać na osobę, że ta czuje się zagrożona, co może jednocześnie doprowadzić do załamania. Moim zdaniem zakres poniżającego traktowania wyznaczony przez wykładnię ETPCZ jest zbyt wąski, gdyż wyklucza przypadki złego, poniżającego traktowania w sytuacji nie doprowadzenia osoby do załamania psychicznego czy fizycznego. W takim razie co w przypadku poniżającego traktowania dziecka przez rodziców usprawiedliwionego celami wychowawczymi, a takie cele przekraczające? Pojęcie to nie mieści się bez wątpienia w definicji poniżającego traktowania sformułowanej przez ETPCZ o ile nie powoduje w psychice dziecka zmian, które skutkowały by chorobą psychiczną, czy targnięciem się na własne życie. Jednak mieszczą się one w definicji złego traktowania, gdyż dziecko doznaje cierpień psychicznych, które mogą rzutować na jego późniejsze życie.

Dwa orzeczenia ETPCZ dotyczyły stosowania kar cielesnych w szkołach niepublicznych; obydwa dotyczyły szkół angielskich. Tam bowiem w niektórych szkołach prywatnych stosowane są do tej pory kary fizyczne. Stan faktyczny jednej z nich przedstawia się następująco[2]: w jednej ze szkół w Anglii (była to szkoła niepubliczna), w 1983 r. Y, który miał wtedy 15 lat został ukarany przez wychowawcę za złe zachowanie się. Karą były cztery silne uderzenia. Matka po tym wydarzeniu zaprowadziła chłopca do lekarza, który stwierdził cztery duże siniaki. Policja wszczęła dochodzenie, jednak umorzyła je w dość krótkim czasie. Trzy lata później sąd oddalił również powództwo cywilne rodziców chłopca, którzy żądali dla chłopca odszkodowania. Sędzia stwierdził, iż podpisanie umowy ze szkołą było równoznaczne z wyrażeniem zgody na chłostę syna. Sposób jej wykonania, jak uzasadniał sędzia musi, być bolesny i pozostawiać ślady. Poza tym stwierdził on również, że rodzice chłopca zareagowali przesadnie na fakt wychłostania go przez wychowawcę. W skardze do Europejskiej Komisji Praw Człowieka Y. zarzucił, ze ukaranie go jest równoznaczne z poniżającym traktowaniem go, co pozostaje wbrew artykułowi 3 Konwencji i jest nieusprawiedliwioną ingerencją w prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Komisja wyraziła opinię, iż doszło do naruszenia art. 3 i 13 Konwencji.

Ostatecznie w tej sprawie została zawarta ugoda pomiędzy władzami brytyjskimi a państwem Y. Ponadto ETPCZ stwierdził, iż kara może mieć charakter poniżający dopiero w przypadku, gdy poniżenie osoby osiągnie wyższy poziom intensywności, niż to ma miejsce w każdym innym przypadku wymierzenia kary. Stwierdził również, że posłanie dziecka do szkoły wiąże się zawsze z perspektywą pewnej ingerencji w jego życie prywatne. O ile można się zgodzić z pierwszą z przytoczonych tez, o tyle druga z nich wydaje się niedorzeczna. Trzeba się bowiem zastanowić na ile szkoła może ingerować w życie dziecka. Moim zdaniem wymierzanie kar cielesnych za jakiekolwiek przewinienie, bądź też bez niego, przez nauczyciela, wychowawcę czy też dyrektora, jest jak największą ingerencją w życie dziecka i w powyższym stanie faktycznym mieliśmy z tym do czynienia. Istnienie sytuacji cielesnego karania dzieci w XXI wieku nie świadczą dobrze o państwach, w których takie kary się stosuje. Świadczy to o swoistym uwstecznieniu kultury i obyczajowości a to nie może wpływać pozytywnie na młode społeczeństwo.

Druga sprawa[3], której stan faktyczny chciałabym przytoczyć dotyczy również stosowania kar cielesnych w szkołach niepublicznych w Anglii. W skardze do Europejskiej Komisji Praw Człowieka pani Costello – Roberts i jej syn, wobec którego została wymierzona kara cielesna w postaci uderzenia trzy razy przez spodnie zarzucili, że kara cielesna była naruszeniem art. 3 Konwencji. Trybunał uznał, że nie doszło do naruszenia art. 3, jednak orzeczenie to zapadło minimalną większością głosów – pięć do czterech. Trybunał uznał również, iż określenie minimalnego poziomu dolegliwości koniecznego do tego, aby uznać karę za poniżającą, uzależnione jest tak od okoliczności kary, jak i od powodów i sposobu jej wymierzenia, skutków oraz niekiedy płci osoby ukaranej, jej stanu zdrowia i wieku.

Kolejną sprawą na którą chcę zwrócić uwagę jest sprawa dotycząca odpowiedzialności państwa w związku z biciem dziecka przez ojczyma[4]. Otóż w maju 1990 roku sześcioletniego A. wpisano wraz z bratem do lokalnego Rejestru Ochrony Dzieci. Mężczyzna – ojczym dzieci, który stosował wobec nich kary cielesne został ostrzeżony przez policję. W listopadzie 1991 roku obu chłopców skreślono z rejestru. W lutym 1993 roku dyrektor szkoły, do której uczęszczał chłopiec zawiadomił wydział socjalny o biciu chłopca przez ojczyma. W związku z tym mężczyznę zatrzymano, po czym zwolniono za kaucją. A. badany był przez lekarza, który stwierdził na jego ciele liczne ślady po uderzeniach, w tym niektóre z nich mogły być wynikiem uderzeń kołkiem ogrodowym. Oskarżono ojczyma o pobicie. Proces odbył się. Obrona nie kwestionowała faktu pobicia chłopca przez ojczyma twierdziła jednak o konieczności tego faktu. Według obrony A. był trudnym dzieckiem, a w ówczesnych uregulowaniach w prawie angielskim była to okoliczność zwalniająca od odpowiedzialności karnej w przypadku postawienia zarzutu pobicia dziecka przez rodziców. Ława przysięgłych uniewinniła ojczyma.

W skardze do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka A. słusznie stwierdził, że prawo angielskie nie dawało mu ochrony przed znęcaniem się przez ojczyma. Stwierdził również, że był ofiarą dyskryminacji. Władze brytyjskie przyznały, iż doszło do naruszenia art. 3 Konwencji. Jednak Trybunał uznał istnienie potrzeby samodzielnego rozpatrzenia tej sprawy. Stwierdził on, iż bicie kijem ogrodowym jest na tyle dolegliwe, że było sprzeczne z art. 3 Konwencji. Państwo ma obowiązek zapewnienia każdej osobie, aby nie była poddana traktowaniu przez innych w sposób poniżający. Dzieci natomiast są uprawnione według Trybunału do ochrony przed takim zachowaniem przez skuteczne odstraszanie sprawcy. Trybunał uznał również, że możliwość bronienia się przy pomocy argumentu rozsądnego karcenia nie pozwala na odpowiednią ochronę.

Nasuwa się wobec tego pytanie jak chronić dziecko, żeby w przyszłości nie miały miejsce tego typu sytuacje. Moim zdaniem nie wystarcza jak to określił Trybunał skuteczne odstraszanie sprawcy. Konieczne jest natomiast odseparowanie sprawcy od ofiary w taki sposób, aby uniknąć sytuacji, która miała miejsce w przytoczonym przeze mnie orzeczeniu. Ten obowiązek spoczywa na państwu. Jego zadaniem jest nie tylko skutecznie odizolować sprawcę od ofiary, ale także stworzyć konkretne warunki umożliwiające prawidłowy rozwój dziecka.


[1] Orzeczenie Irlandia v. Wielka Brytania, 18 I 1978 r., par. 167, [w:] Orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, pod. red. A. Nowickiego, Warszawa 1996, s. 36.

[2] Orzeczenie Y. Przeciwko Wielkiej Brytanii z 29. X. 1992 r., A. 247 – A; raport Europejskiej Komisji Praw Człowieka z 8 października 1991r., skarga nr 14229/88, [w:] Europejski Trybunał Praw Człowieka, Orzecznictwo, T.II, Prawo do życia i inne prawa, opr. M. A. Nowicki, Kraków 2002, s. 97 – 98.

[3] Orzeczenie Costello – Roberts przeciwko Wielkiej Brytanii z 25. III. 1993 r. , A. 247 – C; raport Europejskiej Komisji Praw Człowieka z 8 października 1991 r., skarga nr 13134/87, [w:] Europejski Trybunał Praw Człowieka, jw. s. 98 – 100.

[4] Orzeczenie A. przeciwko Wielkiej Brytanii z 23. IX.1998 r., RJD 1998 – VI; raport Europejskiej Komisji Praw Człowieka z 18 września 1997 r., skarga 25599/94, [w:] Europejski Trybunał Praw Człowieka, jw. s. 141 – 144.

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano | Dodaj komentarz

Wnioski [z pracy magisterskiej]

Punktem wyjścia nad jakimkolwiek aspektem organizacji i funkcjonowania administracji publicznej jest zwykle określenie skutków jej działania powstających na zewnątrz aparatu administracyjnego. Tym działaniem może być decyzja w sprawie indywidualnej, akt normatywny, umowa cywilnoprawna lub jakiekolwiek inne działanie skierowane na zewnątrz organu administracji.

Istotne znaczenie ma nie tylko sam ostateczny wynik działania, np. decyzja administracyjna, ale także sposób dojścia do niej, ciąg czynności poprzedzających jej wydanie. Działanie administracji jest ciągiem wszelkich czynności podejmowanych przez administrację publiczną, niekoniecznie przejawiających się na zewnątrz systemu administracji  i poddanych rygorem formalnym. Skutki takiego działania administracji są złożone – mogą występować bezpośrednio, natychmiast po działaniu, jak też mogą mieć charakter długofalowy.

W określeniu skutków działania administracji wywołanych nakładaniem i egzekwowaniem obowiązków administracji, występują następujące pojęcia: cel nałożenia obowiązku – wyznaczenie takiego lub innego postępowania (zachowania) zobowiązanego zmierzającego do osiągnięcia określonego celu; rola zobowiązanego – określony typ zachowań wyznaczonych do spełnienia przez zobowiązanego; funkcję obowiązku – stałe i nieprzypadkowe skutki oddziaływania administracji na społeczeństwo poprzez nakładanie i egzekwowanie obowiązków, ocenianie dodatnio ze względu na cel nałożenia obowiązku. Tak rozumiane funkcje mogą być funkcjami złożonymi, czyli oczekiwaniami co do rezultatów nałożenia obowiązku, lub funkcjami realizowanymi, które wystąpiły w rzeczywistości po dokonaniu działania (nałożenia obowiązku). Funkcję realizowane pojawiają się niezależnie od oczekiwań wiązanych przez administrację z danym działaniem. Te skutki są rezultatem interpretacji działań finalnych administracji przez społeczeństwo. Działania członków społeczeństwa są luźno zdeterminowane przez działania administracji, ponieważ zależność członków społeczeństwa od administracji jest dość słaba.

Najbardziej ogólne określenie nałożenia i ewentualnie egzekucji obowiązku sprowadza się do powiedzenia, że tym skutkiem jest uruchomienie społecznych mechanizmów realizacji normy prawa. Wszelkie poczynania czy to zobowiązanego, czy to organów państwowych są w pierwszym rzędzie działaniami społecznymi, a dopiero później działaniami kwalifikowanymi przez prawo.

Wykonanie obowiązku będzie jednym działaniem – działaniem zobowiązanego, tylko w tym przypadku, gdy obowiązek polega na dokonaniu jednego działania o prostej strukturze i zobowiązany dobrowolnie podejmuje to działanie. W wielu przypadkach czynności wykonawcze są działaniem złożonym z kilku lub więcej odrębnych czynności, rozłożonych w czasie i przestrzeni oraz mających zróżnicowany charakter prawny.

Wszczęcie egzekucji obowiązku sprawia, że ciąg działań oraz wynikającego z niego stosunki i zależności; zobowiązany (lub inny podmiot działający na jego rachunek) ma realizować stan rzeczywistości wskazany w egzekwowanej normie prawa, a wierzyciel i organ egzekucyjny dążą do wytworzenia u zobowiązanego stanu gotowości do realizacji obowiązku. Ich działania są przy tym współzależne – działanie zobowiązanego rodzi określoną reakcję organu egzekucyjnego i wierzyciela, a ich działania wywołują z kolei reakcję zobowiązanego itd.

Jest możliwość stosowania wszystkich tych środków jako bodźców do wykonania obowiązków administracyjnych. Jest to sytuacja jak najbardziej zamierzona, może ona wywierać wrażenie chaosu i bezładu, jednakże istnieje – albo powinien istnieć – zwornik dla tych środków prawnych, jakim jest polityka publiczna. Polityka publiczna polega na stymulowaniu w określonym kierunku zachowań autonomicznych podmiotów jeśli posiadają one swobodę wyboru, z zastrzeżeniem, że są wykorzystywane środki urzeczywistnienia przyjętych celów pochodzące z różnych układów działania Państwa, a nie tylko z zakresu administracji. W zależności od przedmiotu polityki można mówić np. o polityce przestrzennej, polityce zdrowotnej, polityce ochrony środowiska.

Po dokonaniu powyższych wyborów i ustaleń można wybrać podmioty realizujące daną politykę publiczną oraz wykorzystywane przez nie środki. Pojęcie „polityka publiczna” oznacza pewną całość złożoną z wielu polityk cząstkowych, realizowanych przez odrębne organy państwowe, ewentualnie przez inne podmioty i ograniczonych do poszczególnych sfer funkcjonowania państwa, ale funkcjonujący w sposób zbieżny. Związek między nimi wynika z tego, że wprawdzie każda z nich posługuje się odmiennymi środkami działania, ale wszystkie współprzyczyniają się do realizacji wspólnego celu.

Na koniec następuje dobór konkretnego środka prawnego akceptowanego ma gruncie przyjętej polityki prawa. Są to środki: oparte na przymusie prawnym. Przymus może być stosowany przez organ państwowy występujący jako nosiciel imperium, posługujący się systemem środków nakazu, pozwoleń i wykorzystujący rozległy system stosowania przymusu, środki oparte na przetargu – tworzące system negocjacji (organ państwa) realizujący określoną politykę publiczną występuje jako prawnie równorzędny partner – najczęściej jako strona stosunku cywilnoprawnego; środki oddziaływania przez morale – odwołujące się do wartości etycznych, czy kształtujące stan świadomości społecznej, zwłaszcza przez określoną politykę informacyjną; środki oddziaływania infrastrukturalnego – polegające na stwarzaniu odpowiedniej infrastruktury sprzyjającej realizacji zamierzonych celów. Stosowanie tych środków jest związane przede wszystkim z wykorzystaniem środków finansowych będących do dyspozycji państwa.

Powołanie się do pojęcia polityki publicznej pozwala na przedstawienie obowiązku administracyjnego jako zjawiska o zróżnicowanym charakterze, uwikłanego w różnorakie powiązania z różnymi elementami systemu społecznego, a co za tym idzie wywołującego skutki w wielu płaszczyznach.

Po pierwsze obowiązek administracyjny jest skonkretyzowaną normą prawa administracyjnego, administracyjnego jego wykonanie jest aktem realizacji normy prawa. Po drugie, obowiązek administracyjny jest elementem procesu administrowania, o tyle charakterystycznym, że ma charakter restrykcyjny. Stanowi on jedną z czynności podejmowanych w celu realizacji zadania postanowionego przed administracją. Po trzecie, obowiązek administracyjny jest jednym ze środków szeroko rozumianego oddziaływania Państwa na społeczeństwo. W tym miejscu jest on jednym ze środków realizacji polityki Państwa w danej dziedzinie.

Teraz widać wyraźnie, co należy zrobić, aby obowiązki administracyjne były wykonywane, a nie nagminnie lekceważone. Oczywiście trzeba zadbać o to, organ egzekwujący obowiązek dysponował wieloma różnymi środkami przymusu (lub zachęty) i żeby stwarzały one prawdziwą, a nie hipotetyczną dolegliwość (zachętę). Jest jednak złudne oczekiwanie, że tylko mnożąc sankcję prawne, wywołamy większy szacunek dla prawa i dla obowiązków prawnych. Poszczególne gałęzie prawa są funkcjonalnie ze sobą połączone i zadowalające efekty w nie tak znów wyjątkowych przypadkach może przynieść dopiero umiejętne połączenie środków z różnych gałęzi prawa, a po drugie, że prawo jest zjawiskiem społecznym, uwikłanym w różnego rodzaju zależności. Nie jesteśmy w stanie odkryć tych zależności, badając same przepisy prawne, a dopiero poznanie tych zależności pozwoli na wypowiadanie się co do skuteczności prawa czy sprawności administracji. Społeczeństwo ulega przemianom pod wpływem różnych czynników, a nie tylko prawa. Oddziaływanie tych czynników może być współbieżne do oddziaływania prawa, ale może być przeciwstawne. Myśl o możliwościach dokonywania zmian społecznych wyłącznie na skutek wydania przepisów prawnych jest z gruntu rzeczy fałszywa, gdyż im bardziej regulacji prawna jest niezgodna z uwarunkowaniami społecznymi, kulturowymi, ekonomicznymi itd., tym mniej jest skuteczna lub efektywna. Klucz do zrozumienia przyczyn skuteczności lub nie skuteczności normy prawa i wynikających z niej obowiązków leży w znacznej mierze poza sferą prawa.

 

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano | Dodaj komentarz

Rola Rzecznika Praw Obywatelskich w ochronie praw dziecka

W Polsce istnieje wiele instytucji zajmujących się prawami dziecka, najczęściej działają one na konkretnym obszarze czy w konkretnej społeczności. Ustanowienie Rzecznika Praw Dziecka oznaczało powstanie instytucji, która była by ponad środowiskami i społecznościami. Uprawnienia Rzecznika, które można zaliczyć do uprawnień kontrolnych pozwalają zwrócić się do organów władzy publicznej, organizacji i instytucji o złożenie wyjaśnień i udzielenie niezbędnych informacji[1]. Może on również zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o podjęcie konkretnych działań z zakresu jego kompetencji.

Rzecznik Praw Obywatelskich ma obowiązek podjąć sprawy skierowane do niego przez Rzecznika Praw Dziecka. Wynika to bezpośrednio z ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Art. 1 pkt 2a stanowi, że w sprawach dzieci Rzecznik Praw Obywatelskich współpracuje z Rzecznikiem Praw Dziecka. Jednak nie do końca jest jasna forma tej współpracy, gdyż w żadnej z ustaw nie wskazano, jak ma ona wyglądać. Art. 9 ustawy O Rzeczniku Praw Obywatelskich wymienia Rzecznika Praw Dziecka wśród podmiotów, które są uprawnione do przedkładania mu wniosków.

Rzecznik Praw Obywatelskich posiada szersze kompetencje niż Rzecznik Praw Dziecka, dlatego też to on przejmuje wiele spraw wymagających jego interwencji jednocześnie nadając im bieg. Tak więc Rzecznik Praw Obywatelskich ma możliwość żądania wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych jak również wzięcia udziału w każdym toczącym się postępowaniu. Może również żądać wszczęcia postępowania przygotowawczego w sprawach o przestępstwa ścigane z urzędu jak też zwrócić się o wszczęcie postępowania administracyjnego. Rzecznik Praw Obywatelskich może też wnieść skargę do sądu administracyjnego jak również uczestniczyć w tych postępowaniach. Ponadto posiada możliwość między innymi wniesienia kasacji od prawomocnego orzeczenia, wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego, wystąpić z wnioskami do Sądu Najwyższego o podjęcie uchwały mającej na celu wyjaśnienie przepisów prawnych budzących wątpliwości w praktyce lub których stosowanie w praktyce wywołało rozbieżności.

Tak więc Rzecznik Praw Obywatelskich w ochronie praw dzieci może pełnić i pełni dużą rolę. Można powtórzyć za samym Rzecznikiem, że: „Ustawa o Rzeczniku Paw Dziecka nie zwalnia bowiem Rzecznika Praw Obywatelskich z obowiązku czuwania nad przestrzeganiem wolności i praw człowieka lub obywatela, a więc także i dziecka. Można powiedzieć, że ustawa ta nakłada na Rzecznika Praw Obywatelskich nowe obowiązki.”[2]

Jednak trzeba przyznać, że współpraca obu Rzeczników otwiera dla ochrony praw dziecka nowe perspektywy. Poprzez comiesięczne spotkania robocze mogą oni wymieniać swoje poglądy na temat stosowania praw dziecka w Polsce. Ich współpraca umożliwia wystosowanie wspólnych wystąpień generalnych i stanowisk, dokonywania wspólnych wizytacji oraz wzajemną pomoc w załatwieniu bieżących interwencyjnych spraw, które są przedmiotem postępowania w obu instytucjach. Taka współpraca jest niezbędna. Jednak trzeba rozszerzenia kompetencji Rzecznika Praw Dziecka, co spowodowało by odciążenie Rzecznika Praw Obywatelskich, a jednocześnie uczyniło by jego pracę bardziej efektywną.


[1] Art. 10 ust. 1 Ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka.

[2] A. Zoll: Rozważania rzecznika praw obywatelskich, „Rzeczpospolita”, „Prawo co dnia”, 8 I 2001 r.

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano | Dodaj komentarz

Treścią dozwolonego użytku prywatnego

Treścią dozwolonego użytku prywatnego jest korzystanie z utworu. Ustawa niezbyt wyraźnie zakreśla granicę tego korzystania. W pewnym stopniu można posiłkować się przepisem art. 140 k.c., który konkretyzuje pojęcie korzystania z praw, odnosząc się do granic określonych w ustawach, zasad współżycia społecznego i społeczno – gospodarczego przeznaczenia prawa. O te ostatnie – jak się wydaje – należycie zadbał ustawodawca konstruując przepis art. 35 upap.

Jak zauważa Marcinkowska[1], tradycyjnie na prawo korzystania z rzeczy składają się: dyspozycja faktyczna, posiadanie, używanie i pobieranie pożytków . Podobnie Bieranowski, który najważniejsze uprawnienia korzystającego sprowadza do[2]:

  • posiadania
  • używania
  • pobierania pożytków i innych dochodów
  • przetworzenia rzeczy, zniszczenia jej i zużycia[3].

Analizując ostatnią klasyfikację – tylko pobieranie pożytków jest praktycznie zakazane w świetle użytku prywatnego. Oczywiście jeśli licencja na to nie zezwala w sposób wyraźny. Spod przepisu art. 23 upap wyłączono możliwość korzystania dla celów komercyjnych. Nie podlega to jakiejkolwiek dyskusji. Problemów może nastręczać natomiast granica „od kiedy” uznaje się takie wykorzystanie utworu jako komercyjne. Machała przyjmuje tu jako kryterium powód wykorzystania, dopuszczając również cel zawodowy . Wydaje się, że takie ujęcie jest najbardziej trafne. Warto się zastanowić również nad realnym efektem wykorzystania. Teoretycznie doktryna zakazuje również czerpania pośrednich korzyści z dozwolonego użytku, trudno jednak znaleźć jednoznaczne kryterium. Dochodzą tu m.in. takie problemy jak inspiracja, zapożyczenie, osiągnięcie realnej korzyści majątkowej i jej wielkość, jak duży fragment utworu wykorzystano itd. Taka analiza przybliża nieco interpretację do zasady fair use, o której będzie mowa dalej. Wydaje się, że każdy niejasny przypadek pobierania pożytków należałoby rozstrzygać indywidualnie, a w razie dalszych wątpliwości odmówić mu charakteru dozwolonego użytku (który nie może być niejasny).


[1]   Która nota bene opowiedziała się przeciw stosowaniu art. 140 k.c. do art. 23 upap, Marcinkowska, op. cit., s. 119.

[2]   J. Marcinkowska, op. cit., s. 112.

[3]  A. Bieranowski, Prawo rzeczowe, [w:] Prawo cywilne w zarysie, A. Bieranowski, P. Bogdalski, M. Goettel, Kraków 2003, s. 112.

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano | Dodaj komentarz

Przestępstwo znęcania się nad dzieckiem (art. 207 § 1 k.k.)

W polskim prawie karnym podstawowym przepisem chroniącym dziecko przed złym traktowaniem jest art. 207 k.k., który brzmi: „§ 1 Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

Pierwszy raz znamię przedmiotowe „znęca się” zostało określone w Kodeksie karnym z 1932 r. Komisja kodyfikacyjna opracowująca projekt kodeksu przedstawiła własną koncepcję treści pojęcia „znęcanie się”. Twierdziła, że znęcaniem się może być tak bicie czy w ogóle zadawanie bólu, jak też sprawianie ciężkich przykrości moralnych. Przy czym Komisja podkreśliła możliwość jednorazowego działania38.

Stan prawny z 1932 r. utrzymał się do 1956 r., kiedy weszła w życie ustawa o zwalczaniu alkoholizmu z 27 IV 1956 r.39 Na jej mocy wprowadzono nowy rodzaj przestępstwa znęcania się, a mianowicie znęcanie się w stanie nietrzeźwości nad członkami rodziny i osobami zależnymi.

W 1969 r. uchwalono nowy kodeks karny, w którym zawarto elementy art. 246 k.k. z 32 r. i 23 ustawy o zwalczaniu alkoholizmu. Oprócz zmian redakcyjnych wprowadzonych przez ustawodawcę weszła w życie kwalifikowana postać czynu w przypadku, kiedy następstwem znęcania się jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie.

Obecnie dyspozycja art. 207 k.k. wskazuje na szeroki zakres ochrony. Osobom małoletnim udzielana jest ochrona w każdej sytuacji bez jakichkolwiek ograniczeń. Nie wymaga się istnienia między sprawcą a ofiarą relacji rodzinnej czy istnienia stosunku zależności. Niewątpliwie jest tak, jak stwierdza Sąd Najwyższy40 w wytycznych z 1976 r., iż przestępstwo znęcania godzi w podstawowe zasady współżycia w rodzinie, stanowi rażące naruszenie obowiązków rodzinnych i jest czynnikiem wpływającym na osłabienie funkcji wychowawczej rodziny, co skutkuje szkodliwymi następstwami w postaci niewłaściwego rozwoju fizycznego i psychicznego dzieci i młodzieży.

W języku potocznym znaczenie wyrazu „znęca się” jest szerokie. Według Słownika Języka Polskiego41 „znęcać się to zadawać komuś cierpienie (fizyczne lub moralne); pastwić się nad kimś (słabszym, bezbronnym); dręczyć, tyranizować kogo (…)”.

Szczególną jego cechą jest to, iż czyn znęcania można popełnić wobec osób słabszych fizycznie, a takie są przecież dzieci. Pojęcie „znęcania się” zawiera w sobie istnienie przewagi sprawcy nad osobą pokrzywdzoną, której nie może się ona przeciwstawić lub może to uczynić w niewielkim stopniu42. Według przeprowadzonych badań największy odsetek ofiar tego przestępstwa stanowią żony: ok. 80% – 90%43. Nie umniejsza to skali zjawiska. „Problem złego obchodzenia się z dziećmi jest na tyle poważny, że zajęli się nim nie tylko poszczególni badacze, ale różnego typu organizacje narodowe i ponadnarodowe, w tym Organizacja Narodów Zjednoczonych44. Również Komitet Ministrów Rady Europy w zaleceniu nr R (85) 4 z 26 marca 1985 r. w sprawie przemocy w rodzinie wyjaśnił, że przemoc w rodzinie to każde działanie lub zaniedbanie podjęte przez jednego z jej członków godzące w życie, integralność fizyczną lub psychiczną albo w wolność członka rodziny lub poważnie szkodzące rozwojowi jego osobowości. W publikacjach na ten temat wypracowano szereg pojęć, które charakteryzują zjawisko negatywnych postaw wychowawczych rodziców wobec dzieci, odbijających się niekorzystnie na ich zdrowiu, rozwoju i zagrażających przystosowaniu ich do życia w społeczeństwie. Są to: nadużycie dziecka, zaniedbanie, „syndrom dziecka bitego czy maltretowanego”45.

W praktyce wymiaru sprawiedliwości terminowi „znęca się” nadano szerokie znaczenie. Obejmuje ono zarówno aktywne zachowanie jak i zaniechanie, np. w sytuacji, gdy matka dręczy dziecko głodem.

Sąd Najwyższy określił, iż ustawowe pojęcie „znęca się” oznacza działanie albo zaniechanie polegające na umyślnym zadawaniu bólu fizycznego lub dotkliwych cierpień moralnych powtarzających się albo jednorazowych, lecz intensywnych, rozciągniętych w czasie46. Zatem znęcanie fizyczne to długotrwałe zadawanie bólu fizycznego, który negatywnie wpływa na organizm człowieka, jego zachowanie, przy czym dotkliwy ból nie musi się tutaj łączyć z uszkodzeniem ciała47. Do znęcania fizycznego zalicza się także przypadki zaniedbania opieki, które nie mogą sprowadzić niebezpieczeństwa śmierci. Są to np. pozostawienie dziecka bez opieki, pozbawienie go warunków higienicznych itp.

Znęcanie psychiczne na gruncie kodeksu karnego z 1969 r. jest to zadawanie cierpień, które oddziałują na przeżycia psychiczne człowieka. Może się ono przejawiać np. w wyszydzaniu, groźbach, tworzeniu upokarzających dla pokrzywdzonego warunków życia, uporczywym milczeniu. „Do znęcania zalicza się również świadome zaniedbywanie moralne dzieci, przez które rozumie się świadome niezaspokajanie ich fizycznych, uczuciowych, intelektualnych lub materialnych potrzeb”48.

Przestępstwo z art. 207 k.k. jest z reguły przestępstwem trwałym, złożonym z wielu fragmentów wykonawczych, które traktowane odrębnie mogą stanowić samoistne przestępstwa, takie jak: uszkodzenie ciała (art. 156 k.k., 157 k.k., 158 k.k.), pozbawienie wolności (art. 189 k.k.), groźba karalna (art. 190 k.k.), zmuszanie (art. 191 k.k.), zniewaga (art. 257 k.k.). Te różnorodne działania są jednak wyrazem jednorodnego zachowania sprawcy, którym jest chęć wyrządzenia dolegliwości i krzywdy ofierze, dlatego też traktowane jako jedno przestępstwo, choć składa się ono z wielości czynów skierowanych na dobro chronione prawem.

Sąd Najwyższy w uchwale z 9 VI 1976 r. podkreślił, iż: „za znęcanie się można uznać postępowanie wprawdzie ograniczone do jednego zdarzenia, zwartego czasowo i miejscowo, lecz odznaczające się intensywnością w zadawaniu dolegliwości fizycznych lub psychicznych (…)”49. Dobrem chronionym na gruncie art. 207 k.k. jest bezpieczeństwo osobiste jednostki – w tym wypadku dziecka – jej życie, zdrowie, godność, nienaruszalność cielesna50. W zakresie katalogu dóbr chronionych nie ma jednomyślnych poglądów. Według niektórych naukowców przedmiotem ochrony jest zdrowie, bezpieczeństwo osobiste podmiotów wymienionych w art. 207 § 1 k.k., a w szerszym znaczeniu normalne funkcjonowanie rodziny51. Według innych są dwa poziomy ochrony prawnokarnej52. Bezpośrednim jest dobro rodziny, skuteczność opieki nad słabszymi i bezradnymi, racjonalne wychowanie młodzieży w ramach prawidłowych stosunków rodzinnych, ale i międzyludzkich. Na drugim poziomie jest bezpieczeństwo zdrowia i życia pokrzywdzonego. Niewątpliwe jest, iż najpełniejszy zakres ochrony obejmuje tak życie, jak też zdrowie, bezpieczeństwo i nienaruszalność osobistą. Nie można tutaj pominąć prawidłowego rozwoju fizycznego i psychicznego małoletniego, który szczególnie narażony jest na niebezpieczeństwo poprzez różne wpływy, a w rodzinie powinien doznać bezpieczeństwa i miłości. „Rodzina jest podstawową komórką organizmu społecznego, od jej jakości zależy wartość społeczeństwa, a także osobisty los jednostki”53.

Przestępstwo znęcania się może być popełnione umyślnie i to w obydwu formach, a mianowicie z zamiarem bezpośrednim jak i ewentualnym54.

Art. 207 § 2 k.k. przewiduje typ kwalifikowany przestępstwa znęcania się przez dodanie do jego strony przedmiotowej znamienia szczególnego okrucieństwa. „Przez szczególne okrucieństwo należy rozumieć takie zachowanie sprawcy, które przez wyrządzanie dolegliwości fizycznych lub psychicznych zmierza do wyrządzenia krzywdy, zadania bólu, poniżenia ofiary (…)”55. Chodzi tutaj nie tylko o wyrządzenie dotkliwego bólu fizycznego, ale także silnych cierpień moralnych. Znamię szczególnego okrucieństwa jest kategorią ocenną, tak więc przy kwalifikowaniu zachowania sprawcy należy brać subiektywny odbiór czynu przez pokrzywdzonego.

Druga kwalifikowana postać znęcania się (art. 207 § 3) zależy od dodatkowego skutku w postaci targnięcia się na własne życie, przy czym zamach nie musi być skuteczny. Przypisanie sprawcy tej formy przestępstwa wymaga ustalenia związku przyczynowego między znęcaniem się a targnięciem się na własne życie. Przestępstwo to może być popełnione z winy mieszanej, tak więc sprawca poniesie surowszą odpowiedzialność, jeżeli skutek swojego czynu w postaci usiłowania zabójstwa przewidywał lub mógł przewidzieć.

Skala zjawiska znęcania się w rodzinach rośnie. Najczęściej występuje ono w rodzinach alkoholików. Co do pozostałych przypadków akty znęcania się mają miejsce przy okazji przewinień czy też negatywnego zdaniem rodziców postępowania dzieci. W takich sytuacjach rodzice reagują odwrotnie proporcjonalnie do przyczyny, uznając swoje reakcje za uzasadnione metody wychowawcze. Rodzice nie zawsze uświadamiają sobie własne cele wychowawcze względem dzieci. Ich zadaniem jest wpajanie młodemu pokoleniu wartości, na których ma ono w przyszłości budować swoje życie.

W dniu 24 maja 2001 r. Rzecznik Praw Dziecka wystąpił do Przewodniczącego Sejmowej Nadzwyczajnej Komisji ds. Zmian Kodyfikacyjnych, a później do Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego w sprawie wyodrębnienia nowego typu kwalifikowanego przestępstwa znęcania się nad osobą małoletnią oraz nieporadną i podwyższenia progów odpowiedzialności karnej. Zaproponowana zmiana nawiązywała do rządowego projektu zmian Kodeksu karnego z grudnia 2000 r. modyfikując ją poprzez wprowadzenie takiego typu przestępstwa. Zamierzeniem Rzecznika Praw Dziecka było zwiększenie zakresu ochrony prawnokarnej nad dzieckiem jako ofiarą znęcania się. Rzecznik nawiązał również do danych Komendy Głównej Policji, które wykazują kilkunastoprocentowy wzrost ilości przestępstw z użyciem przemocy względem dzieci, a w szczególności przestępstwa znęcania się. Podkreślił on również, iż dotychczasowe uregulowanie przewidujące dolny próg ustawowego zagrożenia (6 miesięcy) nie pozwala na dostateczne odseparowanie sprawcy od ofiar tak, by mogły sobie zabezpieczyć przyszłość. Niejednokrotnie istnieje potrzeba terapii medycznej i psychologicznej, zmiany miejsca zamieszkania, szkoły itd. Zgodzę się z Rzecznikiem, że na pewne procedury związane z próbą zatarcia w psychice ofiary – dziecka śladów przemocy dolny próg zagrożenia to za mało, jednak należałoby uczynić więcej kroków w celu chronienia dzieci przed przemocą. Trzeba szukać środków, aby przerwać mur milczenia.


38 Wiadomość na podst. A. Ratajczak: Przestępstwa przeciwko rodzinie, opiece i młodzieży w systemie polskiego prawa karnego. Zagadnienia wybrane, Warszawa 1980, s. 123.

39 Wyrok SN z 11 VIII 1989 r.

40 Wytyczne Sądu Najwyższego w zakresie prawnokarnej ochrony rodziny – OSKW 86/76, str.2 – 3.

41 Słownik Języka Polskiego PAN, t. X, wyd. 2, W. Doroszewski red., Warszawa 1968.

42 Wyrok SN z 11.08.1986 r.

43 V. Konarska – Wrzosek: Ochrona dziecka…, jw. s. 51.

44 V. Konarska – Wrzosek, jw. s. 51.

45 op. cit. s. 52. Warto też przytoczyć za V. Konarską – Wrzosek przykład definicji legalnej dziecka zaniedbanego i maltretowanego pochodzącej z Federal Child Abuse Prevention and Treatment Act – aktu wydanego w 1974 r., w której okresem ochronnym objęto dziecko do 18 roku życia. Pojęcie to należy rozumieć jako: „fizyczne lub psychiczne krzywdzenie, nadużywanie lub wykorzystywanie seksualne, zaniedbywanie lub maltretowanie dziecka w przypadkach, które wskazują, że zdrowie dziecka lub jego dobro są naruszane.”

46 Uchwała Pełnego Składu Izby Karnej SN., VI KZP 13/75, inaczej V. Konarska – Wrzosek, por. s. 57.

47 Por. J. Bryk: Przemoc w rodzinie w aspekcie znęcania się (art. 207 k.k.), „Przegląd Policyjny” 3 – 4/1998, s. 75. Inaczej A. Tobis [w:] Główne przestępstwa przeciwko rodzinie, Poznań 1980 r., s. 45.

48 J. Bryk: Przemoc w rodzinie…, jw. s. 76.

49 Uchwała Pełnego Składu Izby Karnej Sądu Najwyższego VI KZP 13/75.

50 Katalog ochrony dóbr osobistych wyodrębnionych przez V. Konarską – Wrzosek [w]: Ochrona dziecka…, jw. s. 54.

51 Tak twierdził A. Ratajczak [w]: Przestępstwa przeciwko rodzinie…, jw. s. 126 i 134.

52 Tak twierdził J. Śliwowski: Prawo karne, Warszawa 1975, s. 421.

53 J. Jundziłł: Dziecko ofiara przemocy, Warszawa 1993, s. 28.

54 Takiego zdania są m. in.: A. Ratajczak [w:] Przestępstwa przeciwko rodzinie jw. s. 140 – 144, jak też J. Wojciechowski [w:] Kodeks karny. Komentarz, jw. s. 280, A. Marek [w:] Prawo karne. s. 522. Inaczej natomiast A. Tobis [w:] Przestępstwa przeciwko rodzinie, jw. s. 212.

55 J. Bryk: Kształtowanie się odpowiedzialności karnej za przestępstwo znęcania się, „Przegląd Policyjny” 2000/3 – 4 s. 78.

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano | Dodaj komentarz

Lars von Trier „Europejski Dogmatyk”

„Gdy doliczę do dziesięciu znajdziesz się w EUROPIE…”. Zobaczysz ciemny, mokry i smutny kraj, który zrodził doskonałe myśli, wielkich ludzi i piękną, silną cywilizację. Teraz, w końcu wieku, kraj tonie zalany mętną breją, w której nurzają się strzępy pięknej i silnej cywilizacji, trupy wielkich ludzi i przewartościowane, nikomu niepotrzebne myśli…

…1…
ciała ofiar były patroszone

„Woda, woda… wszędzie woda… i ani kropli do picia”. Głęboka noc. Niewielka łódź ciężko porusza się po czarnych falach w kierunku pustego skorodowanego przez wodę i wiatr nabrzeża. Wysiadasz… Seria brutalnych morderstw popełnianych na kilkunastoletnich dziewczynkach (ciała ofiar były patroszone i porzucane) wstrząsnęła krajem, odbierając mieszkańcom liche resztki spokoju. Taki stan rzeczy zastajemy w pierwszych minutach Elementu zbrodni – filmu otwierającego Europejską Trylogię Larsa von Triera, który wysyła nas w nieokreśloną, choć niezbyt odległą przyszłość. Poddani hipnotycznemu seansowi przemierzamy kraj będący na skraju kompletnego rozkładu. Panuje tu wulgarność, zrezygnowanie i strach wobec czającej się w każdym zaułku śmierci, personifikowanej przez mordercę – dewianta.

…2…
Europa stacza się

Dzięki nadzwyczajnej wyobraźni von Triera oglądamy świat w barwach poetyki niemieckiego ekspresjonizmu, w który wkrada się nutka wczesnego Hitchcocka. Jednak czarny kryminał dla Triera nie jest tylko gatunkiem filmowym wytyczonym przez wcześniejszych, wielkich artystów kina (Lang, Hitchcock). Ekscentryczny Duńczyk bez wahania wykracza poza jego ramy (oczywiście zachowując należny mistrzom szacunek). Jest filmowym poszukiwaczem. Eksperymentuje ze środkami ekspresji, bada granice kreacji artystycznej, dotyczy to zarówno fabuły jak i technicznych aspektów filmu. Nowatorstwo Larsa von Triera, zabawa środkami wypowiedzi sprawia, że gdzieś zanika granica między opowiadaną historią a wizualnym sposobem jej przedstawienia. Kombinowane czarno-białe i kolorowe zdjęcia, nietypowe zabiegi montażowe, surowość kadrów, przy zaskakujących zachowaniach postaci czyni z Elementu Zbrodni żywy organizm, którym reżyser bawi się z widzem. Gra na jego emocjach, poczuciu smaku, wrażliwości wizualnej. Sprawia, że zaczynamy przedostawać się do „trierowskiego” świata. Wierzymy, że to, co zarejestrowano na taśmie jest naprawdę, że Europa stacza się do najgorszego rynsztoka, a ten los zgotowali jej sami Europejczycy. Źle się będzie działo w Europie…

…3…
mistrzowie się mylą

Lars von Trier: Pokazałem Element Zbrodni Tarkowskiemu. Powiedział, że to największe gówno, jakie kiedykolwiek oglądał. Ta opinia mogłaby zostać wypowiedziana z ust nie jednego mistrza, pod adresem filmów von Triera. Przecież to skandal… 100 lat kina w Europie zbudowało wielką tradycję, reguły, techniczne ramy dzieła filmowego, a tu zjawia się nagle jakiś młodzian z Duńskiego Instytutu Filmowego i śmie cały ten dorobek postawić na głowie. Ma czelność oszukiwać widza, pogrywać na jego uczuciach, „zamiatać” kamerą jak wiatr zawieje i do tego jeszcze mienić się innowatorem. Cóż, trudno nie brać pod uwagę zdania tak wybitnego twórcy kina jak Tarkowski. Autor Stalkera najprawdopodobniej ma rację, a siedem nagród, dla debiutu von Triera, na europejskich festiwalach (w tym Nagroda Najwyższej Komisji Technicznej na MFF w Cannes), to czysty przypadek i wyjątkowy przykład braku kompetencji u jurorów. Tak na prawdę jedynym zarzutem, jaki można postawić przed Elementem Zbrodni to nieco przejaskrawione fobie Larsa von Triera, które co jakiś czas „kłują” widza w oczy kompletnie absurdalnymi scenami (zjawisko widoczne także w innych obrazach Triera, choć nie brak im swoistego uroku). Poza tym ogląda się całym ciałem. Zatem mistrzowie się mylą.

…4…
zagłębie Ruhry i pasta Signal

Temat walki między nauką i kulturą w Europie oraz wnikliwe studium „rozkładu” kontynentu, Trier postanowił kontynuować w drugiej części Europejskiej Trylogii, w filmie Epidemia – autotematycznym dziele korespondującym z Osiem i Pół Felliniego. Tu Europa jawi się dużo „normalniej” niż w Elemencie…, takie odnosimy wrażenie na początku. Być może dlatego, że autor z przyszłości wraca do końca lat osiemdziesiątych XX wieku. Autostrady, zadymione niebo zagłębia Ruhry i pasta Signal, wszystko zdaje się być bardzo znajome, bliskie, po prostu normalne. Dwóch młodych filmowców pracuje nad scenariuszem filmu, który z resztą nigdy nie powstał (a szkoda). „Epidemia” jest dokumentalnym zapisem ich pracy. Pytanie więc: Gdzie ta niszczejąca Europa? Już w pierwszej scenie ma miejsce dziwne zdarzenie (ta uwaga nie dotyczy użytkowników komputerów podłączonych do drukarek), którego efektem jest niepowodzenie, swoista porażka bohaterów, infekcja. Ścieżce dokumentalnej filmu towarzyszą niezbyt ściśle połączone sceny fabularne (scenariusz dopiero powstaje) dotyczące przyszłości. Opowiadają o kraju zaatakowanym przez potworną zarazę. Niby nic szczególnego, każdy mógłby wymyślić taką historię…

…5…
tory zupełnie się pokryły

Poważny niepokój u widza budzi jednak fakt, że owe ścieżki filmu (dokumentalna i fabularna) zaczynają mieć ze sobą coś wspólnego. Początkowo tylko delikatnie się zbliżają, tak jak czasami tory kolejowe. Nasze wstępne i jeszcze niczym nieuzasadnione obawy nabierają wyrazistszych barw dopiero, gdy tory się od czasu do czasu krzyżują. Coraz częściej rzuca się w oczy obecny cały czas na ekranie tytuł filmu. To kolejny, genialny wręcz zabieg techniczny autora. Oprócz tego, że wizualnie prezentuje się doskonale (intensywny, czerwony napis na czarno-białym obrazie), ma też koronny wpływ na akcję filmu. Coraz szybciej widz odpowiada sobie na zadane wyżej pytanie. Coraz mniej jest bliskości i normalności w tej Europie, jakby miniaturowymi kanalikami wkradała się do niej jakaś choroba. Coraz więcej jest w Epidemii nawiązań do zatopionej Europy znanej z Elementu Zbrodni. Sceny fabularne coraz mocniej przenikają do dokumentalnej rzeczywistości, akcentując pamięć o historycznych plagach opisywanych w literaturze. I choć finałowa scena (majstersztyk) sugeruje zwyczajne, nawet lekko humorystyczne zakończenie, to jednak jesteśmy świadkami wręcz dantejskiego obrazu (na nieco mniejszą skalę). Tory zupełnie się pokryły…

…6…
zły to ptak

Jesteś w pociągu. Przybyłeś nim właśnie do Niemiec, w Europie. Jest rok 1945… Tak najkrócej można streścić sytuację bohatera ostatniej części trylogii. Tytuł filmu jest chyba oczywisty Europa. Obraz ten różni się nieco od poprzednich dwóch. Jest wśród nich najbardziej dojrzałym filmowo dziełem (może dlatego, że jest rozdziałem kończącym). Ponownie autor czerpie z dorobku wielkich kina, szczególnie widoczne są wpływy Bergmana i Dreyera.

Nowotwór zżerający kontynent rozwinął się, dorósł, a wraz z nim Lars von Trier. Reżyser mniej tu eksperymentuje, skupiając się na poprawności warsztatowej obrazu (bardzo ładne kadry). Docieramy do Niemiec roku ’45. Kraj zanurzony jest w mrokach powojennej nocy. Wśród ruin przetaczają się masy przesiedleńców. Ludzkie życie uległo całkowitej dewaluacji. Nie można tu liczyć na pomoc bliźniego bo wszędzie panoszy się groza i śmierć. Człowiek jest tak słaby, że nawet nie myśli o próbie zjednoczenia się przeciwko tym strasznym realiom. Wszędzie mnóstwo patroli MP, głód, nienawiść i akcje Werwolfu. Absolutnie beznadziejna walka tych, którzy „wolą zginąć, niż uznać się za pokonanych”. Europa to „trierowski” Armagedon, źródło i jednocześnie apogeum zagłady jakiej uległ kraj wielkiej myśli. Nie bez powodu Trier odwrócił chronologię swojej trylogii. Każe nam wrócić tam, gdzie rozpoczynaliśmy ratowanie Europy po strasznej wojnie. Ale dlaczego to uczynił? Na pierwszy rzut oka to prorocza wizja kręgu, jaki mają zatoczyć dzieje Europy, wówczas koniec jest oczywisty… Może jednak jest to rodzaj ostrzeżenia, że jednak idziemy złą drogą i należałoby zawrócić by od początku przeanalizować nasze kroki. Tak czy inaczej trylogię Larsa von Triera należy traktować jako dzieło bardzo uniwersalne. Nawet osobiste dygresje autora dotyczą nas wszystkich. Nie jest to jednak wyrok na Europę, raczej hipotetyczna wizja niezwykle mądrego, wręcz genialnego człowieka, który odważył się skompromitować cały dorobek europejskiej kultury. Postanowił wyciągnąć na światło dzienne jego największe ułomności. Jako Europejczyk z krwi i kości kala własne gniazdo, abyśmy zobaczyli, że gnije od środka…

„Teraz doliczę do dziesięciu. Gdy powiem 10 będziesz w Europie …7…8…9…10„.

udo

Opublikowano pisanie prac magisterskich, licencjackich, zaliczeniowych | Otagowano | Dodaj komentarz

Prawa dziecka w nauczaniu Kościoła Katolickiego

podrozdział pracy magisterskiej

Dziecko, jako osoba bezbronna ze względu na swój wiek jest podmiotem mającym szczególne miejsce tak w nauczaniu Ojca Świętego jak też Kościoła Katolickiego.

Już w Starym Testamencie mamy do czynienia z pewnymi sytuacjami wskazującymi na to, że dzieci były traktowane ze szczególną uwagą. W księdze Wyjścia Bóg objawia swoją szczególną miłość do sierot – przyjmuje je pod swoją opiekę40. W księdze Samuela opisana jest sytuacja powołania małego chłopca, któremu Bóg powierza misję dla całego narodu wybranego.

Również Nowy Testament, a szczególnie Ewangelie zawierają wiele scen, w których główną rolę odgrywają dzieci. Sam Jezus Chrystus był tym dzieckiem zrodzonym z niewiasty, którego zapowiadali prorocy41. Ewangelista Marek mówi o Jezusie jako o tym, który darzył szczególną miłością dzieci: „biorąc je w objęcia kładł na nich ręce i błogosławił je”42.

Trudno dzisiaj oszacować ogrom pracy kościoła dla dobra dzieci. Trudno zliczyć przemówienia Papieży, dokumenty wydawane przez Dykasteria Kurii Rzymskiej, a także pracę Biskupów czy księży i osób konsekrowanych, a także świeckich w tym zakresie43.

Podstawowe dokumenty Kościoła Katolickiego w tym zakresie to: dokumenty wydane podczas Soboru Watykańskiego II (między innymi Deklaracja o wychowaniu), jak też Kodeks Prawa Kanonicznego, i wydany 11 października 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego – który podkreśla prawa dzieci mówiąc o małżeństwie i rodzinie, a także o wychowaniu.

Tak więc, już w podczas Soboru Watykańskiego II zauważono że dzieci ze względu na swoją niedojrzałość wymagają szczególnej opieki. 28 października 1965 r. Ojcowie zebrani na Soborze pod przewodnictwem Papieża Pawła VI wydali Deklaracje o wychowaniu chrześcijańskim44. Oświadczyli w niej, że dzieci i młodzież mają prawo do oceny wartości moralnych według ich sumienia. Dostrzegli również fakt, że, są one pozbawione podstawowego wykształcenia, tym samym wezwali oni wiernych do tego, aby uczynili wszelkiego rodzaju wysiłki w celu zapewnienia wszystkim dzieciom wykształcenia i potrzebnej im opieki. W deklaracji podkreślono również, że najważniejszą rolę w wychowaniu spełniają rodzice są oni zobowiązani do wychowania potomstwa. Ich obowiązkiem jest stworzenie takiej atmosfery, aby była ona przepojona miłością i szacunkiem do Boga i ludzi.

Bardzo duże znaczenie ma również Adhortacja Apostolska Familiaris Consortio skierowana przez Ojca Świętego do biskupów, kapłanów i wiernych całego Kościoła Katolickiego a traktująca o zadaniach rodziny w świecie współczesnym. W punkcie 26 podkreślony jest obowiązek szczególnej troski, jaką powinno być otoczone dziecko w rodzinie. Rodzina ma za zadanie rozwijać głęboki szacunek dla godności osobistej dziecka i służyć jego prawom. Szczególnie jest to ważne jeśli chodzi o dziecko małe, które wymaga opieki, także dziecko chore czy upośledzone. Podkreślając powołanie Kościoła do objawiania i przedstawiania na nowo w dziejach przykładu i przykazania Jezusa, który postawił dziecko w centrum Adhortacja mówi, iż troszcząc się o dzieci Kościół wypełnia swoje podstawowe posłannictwo. Dzieci wnoszą „cenny wkład” w budowanie wspólnoty rodzinnej, a także w samo uświęcanie się rodziców, dlatego też cechą charakterystyczną i nieodzowną dla chrześcijan winien być: szacunek, miłość i służba. Ta służba urzeczywistnia się w powołaniu do przekazywania życia.

Papież Jan Paweł II podkreśla również za nauczaniem Soboru specjalne zadanie rodziców do wychowania potomstwa, które wypływa z „najbardziej pierwotnego powołania małżonków do uczestnictwa w stwórczym dziele Boga”45. Rodzice muszą być uznani za pierwszych wychowawców a rodzina jest pierwszą szkołą. Obowiązek wychowania dzieci Ojciec Święty nazywa również prawem. To prawo – obowiązek ma pierwszeństwo w stosunku do „zadań wychowawczych innych osób”. Rodzice powinni wychowywać swoje dzieci do miłości dając im nieustannie dar z siebie.

Podobne wartości przedstawia kolejny dokument, jakim jest Konstytucja Duszpasterska o Kościele w świecie. Mianowicie mówi ona, iż dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa i przynoszą rodzicom najwięcej dobra. Dlatego też przykład rodziców powinien torować im drogę do zbawienia i świętości. Za oddanie i służbę odpłacają uczuciem wdzięczności, głębokim szacunkiem i zaufaniem. Konstytucja jeszcze raz podkreśla, że instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowanie potomstwa, co stanowi jej szczytowe uwieńczenie. Dobro dzieci wymaga pełnej wierności małżonków. Aby rodzina mogła osiągnąć pełnię swego życia i zrealizować swój cel potrzeba troskliwego współdziałania w wychowaniu dzieci.

Ojciec Święty często podkreśla, że dzieci są przyszłością społeczeństwa, Kościół ma za zadanie przyjmować je tak, jak czynił to Jezus Chrystus są one wielkim darem dla całego społeczeństwa. „Społeczność, która odrzuca dzieci nigdy nie zazna pokoju” – tak mówił Jan Paweł II w orędziu przygotowanym na Światowy Dzień Pokoju w 1994 r. W przemówieniu do uczestników VIII Międzynarodowej Konferencji zorganizowanej przez Papieską Radę do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia mówił: „Dorośli jutra to dzisiejsze dzieci.(…) Potrzebne jest zatem skuteczne działanie w obronie dzieci. Wymaga to zaangażowania się nauki, przeznaczenia na ten cel odpowiednich środków, a przede wszystkim odbudowy – na płaszczyźnie indywidualnej i społecznej – podstawowych wartości, które stanowią fundament właściwego ładu społecznego (…)”46.W Liście do dzieci wydanym 13 grudnia 1994 roku Ojciec Święty pisze o szczególnej wartości dziecka w oczach Boga. To Jezus Chrystus – Syn Boży stawia nam dziecko jako wzór zaufania i bezgranicznego oddania się Bogu. „Jest coś takiego w dziecku, co winno się odnaleźć we wszystkich ludziach” – mówi Papież w Liście do dzieci.

Jan Paweł II wielokrotnie wskazuje na to, iż wszystkie prawa dziecka zawierają się w jego prawie do bycia kochanym. Wyprowadza on wszystkie prawa dziecka z godności dziecka jako osoby stworzonej przez Boga – Stwórcę, który jest także dawcą życia47. Społeczeństwo ma obowiązek kochać dzieci, z tego obowiązku wynikają kolejne: chronienie jego godności, otaczanie go opieką i wspomaganie jego rozwoju. „Wobec każdej ludzkiej istoty, zawsze godnej najwyższego szacunku ze względu na posiadaną godność osobową, społeczeństwo i Kościół winny wypełniać swoje specyficzne zadania przyczyniając się do krzewienia w społeczeństwie solidarności”48.

Ojciec Święty często w swym nauczaniu podkreśla, że państwo powinno podejmować wszelkie możliwe działania, ażeby gwarantować poszanowanie życia każdego, a zwłaszcza życia dziecka nienarodzonego. W Encyklice Evangelium vitae czytamy, iż troską całego społeczeństwa powinna być ochrona, poszanowanie i umacnianie godności osoby ludzkiej49. Tak więc gdy państwo nie używa swej władzy dla ochrony praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy i najmniejszy, zagrożone są jego fundamenty. Nie może ono uchylać się od obowiązku poszanowania życia powołując się (jak to ma często miejsce) na wolność sumienia i wyboru gdyż szacunek dla życia jest fundamentem wszelkich innych praw, w tym także wolności. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „niezbywalne prawo każdej niewinnej ludzkiej istoty do życia stanowi element konstytutywny społeczeństwa i jego prawodawstwa.”50

Papież dostrzega potrzebę chronienia życia najmniejszych, zwłaszcza w krajach najuboższych, gdzie szczególnie dzieci doznają cierpień fizycznych na skutek głodu, chorób czy kalectwa, doznają cierpień moralnych, których źródłem jest złe traktowanie ze strony rodziców, choć nie tylko. „Jan Paweł II ze smutkiem konstatuje, że nowe perspektywy, jakie stworzył postęp nauki i techniki, dały niestety początek nowym formom zamachów na godność człowieka”51. Wśród najbardziej pokrzywdzonych Ojciec Święty wylicza dzieci nienarodzone, porzucone maltretowane, dzieci, które są pozbawione miłości, żyjące na skraju nędzy52. Papież zauważa jak powszechnie jest łamane w dzisiejszym świcie prawo międzynarodowe nakazujące szczególną ochronę najmłodszych. Wiele z nich staje się nie tylko ofiarami wojen czy różnego rodzaju przemocy, ale także wiele jest zmuszanych do uczestnictwa w wojnie. Szczególnie dramatyczny – jak podkreśla Jan Paweł II – jest los dzieci w Afryce. Dostrzega również problemy dzieci niepełnosprawnych tak często dzisiaj spychanych na margines. Jest on inicjatorem wielu instytucji służącym pomocą dziecku. Wśród nich jest Papieskie Dzieło Świętego Dziecięctwa, a także liczne ruchy na rzecz adopcji. Ojciec Święty podkreśla, że więź między rodzicami a dzieckiem chroniona jest przez prawo w ramach rodziny związanej trwale węzłem małżeńskim.

Warunkiem w pełni ludzkiego rozwoju jest jedynie wychowanie dziecka w rodzinie, która gwarantuje bezpieczeństwo. Ojciec Święty podkreślił w wydanym 2 lutego 1994 r. Liście do Rodzin, iż troska o wychowanie dziecka rozciąga się na wiele lat wspólnego życia małżonków. To dzieci przekształcają małżeństwo w rodzinę i są one skarbem dla swoich rodziców „dar życia staje się równocześnie darem dla samych dawców”53. Dziecko obdarowuje swoich rodziców. Papież podkreślił również, iż wychowanie dziecka to podejmowanie czynności, które utrwalają więź człowieka z takimi wartościami jak dobro i prawda. I tego wymaga się od rodziców w dziedzinie wychowania tak, aby dziecko mogło bez wahania wejść „na drogę dobra, jakie jest wpisane w jego serce”54.


40 Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallotinum, Poznań 2000, Wyj. 22.21 i n.

41 Tamże, Mt 1, 22 – 23 i Iz 7, 11.

42 Tamże, Mk 10, 13.

43 Kard. Z. Grocholewski: Prawa dziecka a dobro dziecka, [w:] W służbie dziecku, jw. s. 59.

44 Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim, wyd. 28. 11. 1965 r. Podczas obrad Soboru Watykańskiego II przez duchowieństwo na czele z papieżem Pawłem VI.

45 Adhortacja Familiaris Consorito, jw. pkt. 36.

46 Przemówienie Ojca Świętego do uczestników VIII Międzynarodowej Konferencji zorganizowanej przez Papieską Radę do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia 20 XI 1993 r., tekst w: Rodzino co mówisz o sobie. Dokumenty i przemówienia papieskie w Roku Rodziny, Kraków 1995 r., s.167.

47 Por. A. Rynio: Wartość dziecka w nauczaniu Jana Pawła II, [w:] W służbie dziecku, jw. s. 138.

48 Przemówienie Ojca Świętego do uczestników Kongresu Papieskiej Rady do spraw Rodziny: Dziecko niepełnosprawne w rodzinie wygłoszone 4 XII 1999 r., tekst w: „L`Osservatore Romano” 2000 r., XXI, nr 2 s. 32.

49 Jan Paweł II: Evangelium vitae, pkt. 81.

50 Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. II poprawione, Pallotinum 2002 r., pkt. 2273.

51 B. Oszustowicz: „Społeczność, która odrzuca dzieci nigdy nie zazna spokoju” – refleksje z nauczania Jana Pawła II, [w:] W służbie dziecku jw. s. 343.

52 Por. Adhortacja Christifideles Laici pkt. 5, a także: List Ojca Świętego do dzieci w Roku Rodziny [w:] Rodzino, co mówisz o sobie jw. s. 143.

53 Jan Paweł II: List do Rodzin, pkt. 11.

54 op. cit. pkt. 5.

Opublikowano prace magisterskie | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wolność absurdalna – Sartre –

Krzysztof Pomian dokonuje szkicu egzystencjalnego etapu w filozofii Jeana Paula Sartre’a, który ma czytelnikowi ułatwić zrozumienie Wolności kartezjańskiej – rozprawy tego francuskiego egzystencjalisty.
Wedle Krzysztofa Pomiana Sartre odchodzi od rozumienia „istnienia” jako zajmowania określonego wycinku czasoprzestrzeni. Tak istnieją stoły i domy. Człowiek nie jest stołem; żyje, cierpi, myśli, czuje, marzy i usiłuje marzenia zrealizować, a gdy tego dokonuje czuje dalej niedosyt. Żadne zwycięstwo nie daje mu ukojenia, nie jest mu dane doznawanie uczucia, że ma już wszystko, że niczego już więcej nie pragnie, że jest zaspokojony. Na etapie ówczesnej wiedzy nie ma podstaw, aby twierdzić, że stół doznaje podobnych uczuć , zatem człowiek istnieje inaczej niż on. Człowiek jest podobny do stołu, ale tylko gdy jest przeszłością, czyli wtedy, gdy go nie ma, bo wtedy nie może już niczego zmienić. Gdy umiera życie jego wyzwala się z pod jego panowania, staje się czymś zamkniętym i uprzedmiotowionym. Jednak póki jest może zrobić wszystko, a każdy jego krok zmieni sens dotychczasowych. Może oprzeć się torturze. To jest zawsze jego wybór. Jestem wolny. Póki jestem mogę zrobić wszystko, zawsze mam wybór.
Jednak czy inni ludzie też są wolni? Czy Adam, Jan, Tadeusz istnieją tak, jak istnieję ja? Z punktu widzenia każdego z nich – tak. Z mojego – istnieją inaczej, gdyż są oni dla mnie przedmiotem. Widzę ich twarze, ręce, słyszę mowę, dostrzegam gest, działania, jednak nie dostrzegam ich świadomości. Piotr gestykuluje, rusza się, działa w jakimś celu, ale ja mogę to wszystko inaczej odbierać. Jego cel, który wnioskuję z obserwacji jego osoby może wydawać mi się inny od rzeczywistego jaki przyjął sobie. Moja interpretacja jego zachowania pociąga za sobą jego uprzedmiotowienie. Pozbawiam go wolności, gdyż ograniczam jego możliwości. Wszyscy są zależni ode mnie, lecz i ja jestem zależny od wszystkich.
Można powiedzieć zatem, już w języku filozofii, że podmiot ma świadomość samego siebie. Świadomość samego siebie oznacza, że jest się świadomym tego, że jest się każdego kroku świadomym.
Pierwszą konsekwencją tak rozumianego podmiotu jest, że człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Świadomość siebie rejestruje rzeczy dokonane, świadomość świadomości jest instrumentem kontrolującym. Ona to bada w jakim stopniu zrealizowane zostało zamierzenie. Jednak zawsze dostrzega rozdźwięk między ideałem a rzeczywistością. To stałe niezrównoważenie, ten nieprzerwany rozdźwięk między świadomością siebie a świadomością świadomości siebie umożliwia egzystencję człowieka.
Drugą konsekwencją jest walka bytu i nicości. Wszystko co dokonane, osiągnięte, załatwione, to, co jest intencjonalnym przedmiotem świadomości siebie jest bytem. Nicością jest ideał, wartość, czyli to, co jest przedmiotem świadomości własnej świadomości. Wytłumaczyć to można w ten sposób, iż kiedy człowiek uznaje coś za swój ideał, ideał nie istnieje, gdyż jeszcze nie jest urzeczywistniony. Gdy przystępuje do jego realizacji to przekształca go w byt, lecz gdy tego dokona uznaje jego niewystarczalność. Zbliżyłem się do ideału, lecz to, co osiągnąłem jeszcze nim nie jest. Wniosek jest taki, że ideał jest nicością, albowiem gdy się go zakłada jeszcze nie istnieje, gdy ocenia się trud wcielenia go w życie, dostrzega się, że nadal jest nieobecny.
Trzecią konsekwencją jest istnienie wiecznej niestabilności między świadomością siebie a świadomością świadomości, istnienie koniecznej nieodpowiedniości między intencją a rezultatem, ideałem a rzeczywistością. Nieuchronność tego absurdu założona jest w samej strukturze człowieka.
Gdyby w człowieku nastąpiła stabilizacja obu świadomości (uznał on swe ideały za urzeczywistnione w pełni) wtedy człowiek przestaje istnieć jako człowiek. Urzeczywistnił ideał i nie brak mu już niczego, zanika jego świadomość siebie jako odrębnego od całokształtu innych ludzi i rzeczy. Staje się on rzeczą miedzy rzeczami – bytem w sobie.
Wybór między klęską a klęską – oto prawdziwa sytuacja człowieka. Albo będzie wiecznie niezaspokojony, albo będzie rzeczą. Tej pierwotnej sytuacji człowiek nie chce przyjąć do wiadomości. Wierzy, że zrealizuje swe ideały, a zarazem pozostanie bytem dla siebie jednocześnie. Pragnie być Bogiem. Jednak gdy przekonuje się, że jest to niemożliwe, wyobraża sobie, że istnieje twór, który może tego dokonać. Następnie obarcza go odpowiedzialnością za swoje czyny. Wiara taka jest złą wiarą. Gdy człowiek ją akceptuje jest nieautentycznym. Powinien odrzucić wszelkie poglądy głoszące, że jego odpowiedzialność za własne postępowanie ponosi ktoś inny. Jest tak, gdyż podstawowy nakaz moralny Sartre’a głosi, że człowiek powinien być autentyczny.
Dzięki wolności człowiek może być autentyczny. Tym, co wyróżnia człowieka od innych bytów jest jego nastawienie na przyszłość. To, że jest on przyszłością, oznacza, że jest on tym, czym nie jest, gdyż przyszłości jeszcze nie ma. Wniosek – jest on nicością, ponieważ jest tym, czym nie jest. To czego nie ma, nie może być zdeterminowane. Tylko to, co jest może podlegać determinacjom. Człowiek zatem jest wolnością. W każdej sytuacji jest wolny (ma wybór). Wykręca się od odpowiedzialności gdy usprawiedliwia swoje poczynania okolicznościami zewnętrznymi. Jednak gdy im ulega, to najpierw zdecydował, że będzie im ulegał. Jest za to odpowiedzialny. Wolność człowieka realizuje się, więc w zakładaniu przezeń określonych ideałów. Jest on skazany na wolność i nie może się jej pozbyć. Człowiek jest świadomy wolności i odpowiedzialności. Ta świadomość przejawia się w niepokoju, który wynika z wiedzy, iż może odrzucić wszystkie wartości, że wartości ustanawia on sam, że zależą tylko od niego. A gdy pragnie uciec od odpowiedzialności za decyzję wyboru określonych wartości, to też jest świadomy, że od owej odpowiedzialności ucieka. Nawet gdy wyrzeka się wolności czyni to będące wolnym.
Postępowania człowieka nie da się przewidzieć. Wynika to z twierdzenia, że jest wolnością, czy nicością. Można je poznać dopiero gdy się zrealizuje. Jego istotą są konkretne ideały, które stawia on przed sobą, a które można poznać gdy się urzeczywistnią (staną się bytem). Tak definiowana istota człowieka jest następstwem stwierdzenia, że jest on nicością. Albowiem to, co nie jest, nie może być poznane. O człowieku wiemy tylko to, co zrobił, co dokonał w przeszłości, to, co się zobiektywizowało. Jednak sens tej przeszłości, dopóki żyje, może ulec zmianie. Jest tak ponieważ znaczenie przeszłości jest określone przez przyszłość.

Jean Paul Sartre w Wolności kartezjańskiej dokonuje próby reinterpretacji filozofii Kartezjusza. Uważa, że jego rodak na ponad dwieście pięćdziesiąt lat przed dwudziestowiecznym egzystencjalizmem formułuje kilka z głównych tez: że człowiek jest nicością, że człowiek jest wolnością – rozumianą jako zdolność zaprzeczania danym świata zewnętrznego (wolność jako władza negatywna), oraz tezę, że człowiek jest całkowicie odpowiedzialny za korzystanie ze swej wolności. Polemizując z poglądami Kartezjusza, Sartre przedstawia swoje.
Wolność może objawiać się rozmaicie. Czym innym jest być wolnym w zakresie przedsięwzięcia politycznego, a czym innym doświadczenie bycia wolnym w akcie rozumienia i dociekania. Kartezjusz doświadcza wolności, „która własnymi siłami odkrywa rozumne stosunki, między już istniejącymi esencjami”(1).
Przed zrozumieniem jest moja wola zrozumienia. Muszę chcieć skupić uwagę i wytężyć umysł. „Najmniejszy nawet wysiłek myśli angażuje całą myśl, myśl autonomiczną, która każdym swym aktem ustanawia swą całkowitą i absolutną niezależność”(2). Ta myśl, aby zrozumieć, musi mieć „coś”, co może zrozumieć jakieś obiektywne stosunki między esencjami, struktury, z góry dany system relacji. Oznacza to, że droga wolności i zrozumienia jest dokładnie wytyczona. Człowiek może kontemplować ideę, ale nie może jej wytworzyć. Człowiek jest autonomiczny wobec systemu idei dzięki władzy negacji. Może mówić „nie” wszystkiemu, co nie jest prawdziwe. To jest druga teoria wolności w doktrynie Kartezjusza.
Człowiek, wedle Kartezjusza, jest odpowiedzialny wobec prawdy. Aby prawda istniała muszę ją stwierdzić. Mam wolę sądzenia. To dzięki mnie mgliste, neutralne idee, nie będące ani prawdziwe, ani fałszywe są przekształcane w naturalny porządek prawd. Dzięki człowiekowi prawda pojawia się w świecie. Ludzie są odpowiedzialni za to, aby naturalny porządek jestestw stał się naturalnym porządkiem prawd. Aby nadeszło królestwo prawdy człowiek musi powiedzieć „tak”, lecz wymaga to nieskończonej mocy użytej za jednym zamachem. „Tak” człowieka jest tożsame z „tak” Boga. Wolność decyzji, której obecności nie można zaprzeczyć, jest cechą upodabniającą człowieka du Boga.
Każdy człowiek jest wolnością, gdyż wolność jest właściwością wyróżniającą człowieka. Wolności człowieka nie mogą ograniczyć ani zwiększyć jego możliwości i sytuacje zewnętrzne, gdyż być wolnym to chcieć tego, co możliwe. Jednak ta wolność jest pozytywna i konstruktywna, o czym mówi np. druga reguła metody znana z Rozprawy o metodzie Kartezjusza: „dzielić każde z badanych zagadnień na tyle cząstek na ile by się dało i na ile byłoby potrzeba dla najlepszego ich rozwiązania”(3). To na mocy wolnego i twórczego sądu dokonuję analizy tworzącej schematy i hipotetyczne podziały. Świadczy też o tym reguła trzecia: „prowadzić swe myśli w porządku poczynając od przedmiotów najprostszych i najdostępniejszych poznaniu i wznosić się po trochu, jakby po stopniach, aż do poznania przedmiotów bardziej złożonych, przyjmując porządek nawet wśród tych przedmiotów, które bynajmniej z natury swej nie wyprzedzają się wzajemnie”(4). Do nas należy przewidywanie tego porządku wśród nieporządku i jeszcze przed podporządkowaniem się mu. Oznacza to, że ów porządek trzeba wynaleźć jeśli nie ma go w rzeczywistości. To wszystko świadczy o tym, że reguły metody są jakby kierunkami dla sądu wolnego i twórczego. Wedle Sartre’a Kartezjusz afirmuje twórczą wolność, która budując prawdę przewiduje rzeczywiste stosunki między esencjami tworząc hipotezy i schematy. Jest ona jednaka u człowieka jak i u Boga.
Sartre zwraca uwagę, że u Kartezjusza człowiek prawdę odkrywa, gdyż Bóg raz na zawsze ustalił stosunki zachodzące między esencjami. Człowiek może tylko stwierdzić ją a nawet musi, gdy dostrzega jasno stosunki, które się na nią składają. Ta prawda przenika go całego. Podobnie jasne widzenie Dobra pociąga za sobą działanie, jak wyraźna wizja prawdy – zgodę na nią. Jest tak, gdyż Dobro i Prawda są Bytem.
Autonomię u człowieka Sartre zauważa gdzie indziej.
Czy człowiek jest niezależny? Wedle Sartre’a Kartezjusz okaleczył autonomię człowieka. Właśnie o owym oczekiwaniu Prawdy i Dobra ma ona miejsce ale tylko w tej mierze, w jakiej jest on nicością. Ocierając się o Zło, Błąd, Nicość człowiek jest niezależny od Boga. Bóg jako pełnia bytu nie jest w stanie kierować nicością. To, co człowiek dostał od niego jest bytem; to, co otrzymał – jest. Jednak ja, będąc skończonym i ograniczonym odwracam się od Niego. Dzięki tym cechom mogę zachować wolność z obojętności, lecz będzie ona w stosunku do tego, co nie jest mi znane, lub znam źle. Tym wszystkim ideom kalekim, zniekształconym, tym wszystkim nicościom, będąc sam nicością mogę powiedzieć „nie”, mogę powstrzymać się od działania. Dopóki możemy odmawiać zgody, dopóty jesteśmy wolni.
Ponieważ ta wolność jest zaprzeczaniem, więc nie będzie twórcza. Nie ma możliwości aby wytworzyła ideę, gdyż idea jest rzeczywistością a ona jest nicością. Sartre uważa, że wolność u Kartezjusza jest ograniczona, gdyż nie jest w naszej mocy powiedzieć „nie” bytowi absolutnemu. Oznacza to, że człowiek jest zdolny odrzucić tylko fałsz „mówi on nie niebytowi”. Bytowi mówi zawsze „tak”. Sartre zarzuca Kartezjuszowi, że wolność, o której mówi jest fałszywa, gdyż człowiek jest wolny jeśli nie odkrywa swego Dobra, nie buduje wiedzy. Jest wolny dla Zła, ale nie dla Dobra. Jest wolny dla Błędu, lecz nie dla Prawdy. „Posługując się światłością przyrodzoną i nadprzyrodzoną, której im udziela, Bóg prowadzi ich za rękę ku Wiedzy i Cnocie, jaką dla nich wybrał; pozostaje im jedynie dać się powodować: cała zasługa tego wznoszenia przypada Jemu. Ale wymykają mu się oni w tej mierze, w jakiej są nicością; mogą w drodze puścić jego rękę i pogrążyć się w świecie grzechu i niebytu. I na odwrót, mogą oni oczywiście uniknąć Zła intelektualnego i moralnego; wystrzegać się, mieć się na baczności, zawieszać sądy, stawać tamę swym pragnieniom, powstrzymywać w porę czyny”(5). Widać z tego, że ta wolność jest ograniczona. Człowiekowi nie jest dane nie stworzyć, gdyż Błąd i Zło są niebytem.
Prawdziwie wolnym jest Bóg. Nie jest niczemu podporządkowany. Stworzył świat i prawa tego świata na mocy wolnego aktu, którego zarodki nie mogą tkwić w poprzednim stanie świata. Tworzenie nie jest zdeterminowane. Tworzenie jest wolnością. Wolność Boga jest tworzeniem, jest aktem, przez który dokonał On, iż istnieje świat Dobra i wieczne Prawdy.
To, że to, co nazywamy dobrem jest nim, to że obowiązuje prawo ciężkości, to że dwa plus dwa równe jest cztery, jest dlatego, że Bóg stworzy tak świat. A dokonał tego na mocy wolnego aktu. „Wolność jest fundamentem Prawdy, a surowa konieczność objawiająca się w porządku prawd opiera się na absolutnej przypadkowości twórczej wolnej woli”(6). I dalej: „Jego doskonałość nie skłania go do wybierania tego, co najlepsze, natomiast właśnie to, co on wybrał, na mocy jego wyboru jest absolutnie dobre”(7). Bóg Kartezjusza tworząc jednocześnie poznaje to, co tworzy.
Sartre uważa, że w rzeczywistości to, co przyznane zostało przez Kartezjusza Bogu, należy do człowieka. Bóg własną wolą ustala wartości i prawdy. On też ją podtrzymuje. Wolność ludzi stwarza granice jedynie wolności Boga. Aby istniała prawda musi ją chcieć moc Boża oraz przyjąć i zatwierdzić wolność ludzka. Dlatego też Sartre powiedział „Wolność jest podstawą bytu”(8).

Filip Litwin


(1) J.P. Sartre, Wolność kartezjańska [w:] Filozofia i socjologia XX wieku, część II, Warszawa 1965, s. 309.
(2) ibidem, s. 310.
(3) R. Descartes, Rozprawa o metodzie, Warszawa 1970, s. 22.
(4) ibidem.
(5) J.P. Sartre, Wolność kartezjańska, op.cit., s. 325-326.
(6) ibidem, s. 328.
(7) ibidem.
(8) ibidem, s. 329.

Opublikowano pisanie prac magisterskich, licencjackich, zaliczeniowych | Otagowano | Dodaj komentarz